Untitled Document
Untitled Document
  Nasza misja
  Podstawowe informacje o nas
  Życiorys Pierożnika
  Zapoznaj się z życiem naszego krasnala Pierożnika!

 

Dyplomy, podziękowania
  Wyrazy uznania dla nas
  STP okiem eksperta
  Zobacz co pisze o naszym pomyśle Tomasz Zawidzki
  Plany na przyszłość
  Nasze marzenia i plany na przyszłość bliższą i dalszą
 

Autor:
Bożena Lipska
Praca zajęła pierwsze miejsce w konkursie Gazety Wrocławskiej na najciekawszy życiorys krasnala.

    Witam wszystkich Czytelników Gazety Wrocławskiej. Nazywam się Klemens Straszyrzepcio. Nie kojarzycie? Aaaa. Bo wy mnie znacie tylko z pseudonimu... tak więc, jestem Pierożnik. Tak, tak, ten co siedzi na Kuźniczej z pierogiem na widelcu. Widzę, ze jednak mnie znacie...
    Przejdźmy do mojej historii. Urodziłem się (oczywiście) we Wrocławiu, ale kiedy to było... nie pamiętam. Miałem mamę, tatę i... co ja wam będę! Moja biografia jest tak nudna, że zasnęlibyście po pierwszym akapicie.
    Hmmm... może opiszę coś, nad czym pewnie często się zastanawiacie - czemu siedzę teraz pod ścianą z widelcem? Odpowiedź jest równie banalna jak zamienienie wstrętnej ropuchy w piłkę, używając pompki do roweru (znaczy się - bardzo banalna) - chciałem zjeść pieroga. "Pieroga?" - spytacie. TAK! Pieroga! Chociaż wszyscy myślą, że to była kluska, ale ja wiem na pewno - to był pieróg, zresztą do tej pory mam go na widelcu...
    Ale od początku! Pewnego (jakże słonecznego) dnia postanowiłem wynurzyć mój nad wyraz krzywy nos z domu i udać się na spacer po mieście. Chciałem zabrać ze sobą Arnolda Chrapigębę (Śpiocha), ale ten był strasznie zajęty, wiadomo czym. Zwiedzałem więc samotnie. Wycieczka była bardzo przyjemna - będąc mojego wzrostu można zajrzeć w wiele pięknych zakamarków Wrocławia. Gdy po kolei odwiedzałem swoich przyjaciół krasnali, zaszedłem na Ostrów Tumski. Tutaj postanowiłem chwilę odpocząć, usiadłem i zamknąłem oczy. Pewnie spałbym jakąś godzinę, lecz gdy tylko oderwałem się od rzeczywistości, natychmiastowo i brutalnie przywrócił mnie do niej okropny krzyk: "Wracajcie! Nie uciekajcie!". Z lekką irytacją otworzyłem oczy: przez plac Katedralny biegł zrozpaczony mężczyzna, goniąc dwa... pierogi. Tak, to były pierogi! Co z tego, że w książeczkach mówią wam, że to była kluska i to jedna! Ja widziałem! To były pierogi! Wracając do historii... Znałem tego gościa - to był Konrad. Niedawno zmarła mu żona i ludzie mówili, że odtąd popadł w obłęd. To wydarzenie pobudziło mnie do głębszych rozważań na ten temat, ale nie o Konradzie to opowiadanie (znaczy się nie całe). Na czym skończyłem? Aha! On biegnie i woła, a ja patrzę na te pierogi, które skaczą w moją stronę. Nie myśląc długo schowałem się za kamieniem i oglądałem dalej całe zajście. Nagle owe dwa pierogi wskoczyły na bramę, przy której wcześniej drzemałem, i skamieniały. Przez następne pół godziny miałem niezły ubaw, patrząc na biednego Konrada próbującego na 108 różnych sposobów oderwać pierogi od bramy - nie udało się. Zrezygnowany wrócił do domu i wtedy ja użyłem dobrej krasnoludkowej magii... Z mego plecaka wyjąłem widelec i bezproblemowo nabiłem na niego pieroga. Wracałem chwaląc się wszystkim moja zdobyczą. Gdy zmierzałem do Bonifacego Strzyrąłły (Kuźnika) by i jemu zaimponować, poczułem dziwny opór i ciężar. Wkrótce po tym byłem już kamieniem (najwyraźniej nikomu nie było dane zjeść tego pieroga). Teraz tylko raz do roku ruszam się z tamtego miejsca, by rozprostować kości. A co najgorsze: mój przepiękny pieróg, nigdy się nie zmienia, jest już tylko zwykłym kamieniem, którego nie da się zjeść.
    Teraz znacie już moja smutną historię, która odmieniła moje życie. To by było wszystko, jeżeli chodzi o mnie... Aha! I pamiętajcie, to były pierogi! Powiecie - ale przecież na bramie wisi kluska, bo okrągła! A myślicie, że co zrobił Horacy Krzywijek (Obieżysmak), gdy mu się pochwaliłem pierogiem? Pobiegł na Ostrów Tumski oderwał drugiego pieroga przyczepiając do bramy zamiast niego kawałek kały i teraz za karę musi... ale to już zupełnie inna historia...